|
|
|
|
Rozmowa z Marianem Glitą - właścicielem holdingu Elmar. Echo Dnia, piątek, 27 stycznia 2012 r. Link do artykułu z Echa Dnia z 27 stycznia 2012 r.
Cały majątek będzie sprzedany
Marian Glita – właściciel upadającego holdingu Elmar z Jędrzejowa. - Stoję na rozdrożu i decyduję, dokąd iść dalej. Ale z Jędrzejowa nie wyprowadzę się na pewno. Upadek jednej z największych świętokrzyskich firm – jędrzejowskiej grupy Elmar to jedna z największych sensacji ostatniego roku. Ich twórca i główny właściciel Marian Glita przez wiele miesięcy milczał. Teraz zdecydował się rozmawiać.
Przemysław Chechelski: - Znika jedna z największych firm w regionie - Holding Elmar. Jak to jest zamykać takie imperium? Marian Glita: - Jest to trudna sytuacja dla mnie i całej rodziny. Budowałem holding przez 37 lat z myślą o swoich dzieciach. No cóż, życie płata różne figle, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Jak pokazuje historia, każde imperium ma swój początek i koniec. - Jak doszło do tego, że dzisiaj Elmar upada. Czy uwierzył Pan za mocno w swoją potęgę, zignorował kryzys? - W moim przekonaniu jedną z głównych przyczyn likwidacji Holdingu Elmar była nieudana transakcja sprzedaży na rzecz Sobieski Trade, spółki wchodzącej w skład grupy kapitałowej francuskiej firmy Belvedere, alkoholowej części mojego holdingu, co miało nastąpić w 2008 roku. Warunkiem kupna było spłacenie przeze mnie wszystkich kredytów. W ciągu trzech miesięcy oddałem bankom 60 milionów złotych. Kiedy ja się ze swojej części umowy wywiązałem, Sobieski Trade odstąpił od umowy i nie kupił mojej hurtowni alkoholowej. Zostałem bez pieniędzy ze sprzedaży i bez płynności finansowej. Odtworzenie linii kredytowych w końcówce 2008 roku, kiedy kolejno padały największe amerykańskie banki, było niemożliwe. Walczyłem o Elmar Holding jeszcze przez cztery lata mając ciągle nadzieję na to, że firma powróci do wcześniejszej kondycji. Niestety, dobił nas światowy kryzys, związany z nim wzrost cen paliw i dekoniunktura na rynku transportowym. Coraz mniej towarów do przewozu, rosnące ceny paliw oraz malejące stawki za wykonane frachty, spowodowały niewyobrażalne straty, których firma w roku 2011 nie potrafiła już udźwignąć. Upadek Elmar Holding był zatem zbiegiem nieprzyjaznych okoliczności, które nałożyły się na siebie, a wcześniej były po prostu nie do przewidzenia. Odszkodowanie o jakie walczę przed sądem ze spółką Sobieski Trade jest znacznie wyższe niż zapłacona przez tę spółkę kara umowna za odstąpienie od transakcji. To oceni sąd. Uzyskane w takim procesie odszkodowanie posłużyłoby w pierwszej kolejności na spłatę długów Holdingu Elmar, a ewentualna nadwyżka mogłaby zostać przeznaczona na rozwój moich planów biznesowych. - Majątek firmy to nie tylko kapitał. To także budynki, magazyny, słynny biurowiec Batory. Co stanie się z tymi nieruchomościami? - Cały majątek firmy zostanie wchłonięty do masy upadłościowej i podzielony pomiędzy wierzycieli Elmaru, również nieruchomości. Myślę, że w przyszłości będę starał się o ich odzyskanie. - Zatem nie mówi Pan jeszcze ostatniego słowa. Są jakieś perspektywy odtworzenia firmy w przyszłości? - Holding Elmar w dotychczasowej formie już nigdy nie będzie do odtworzenia. Branże, którymi zajmował się Elmar Holding - transport i sprzedaż alkoholi, w dobie światowego kryzysu finansowego nie mają racji bytu. Transport ponosi obecnie największe straty, wywołane zmniejszającą się ilością masy towarowej do przewozu, a to wynika z ograniczonej produkcji globalnej. Sprzedaż alkoholi z powodu kryzysu znacznie spada, ponieważ nie jest to produkt pierwszej potrzeby. - W takim razie, jakie są Pana plany na przyszłość? - Teraz muszę zająć się całym procesem upadłościowym i dopilnować, aby wszyscy moi pracownicy otrzymali należne im odprawy. Pracownicy Elmar Holding, to współtwórcy największych sukcesów mojej firmy. Robimy wszystko, aby utrzymać Elmar Transport, ale nie mam pewności jakie będą rezultaty. Zależy to od firm leasingowych i innych dostawców usług. Natomiast, gdyby nie udało się utrzymać Elmar Transport, zamierzam razem z synami powrócić do dawnej nazwy firmy Przedsiębiorstwo Handlu Zagranicznego Elmar Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością i będę kontynuował dzieło, które rozpocząłem w roku 1975. Myślę tu o koncepcji zbudowania silnego holdingu rodzinnego realizując się już w innych rodzajach działalności niż dotychczas. Moja córka Kasia zajmie się prawdopodobnie lotnictwem, ponieważ jako jedna z nielicznych kobiet w Polsce posiada licencję pilota śmigłowcowego. Myślę, że przy jej determinacji i konsekwencji życiowej osiągnie zakładane cele. Moja rodzinna firma rozwijała się dynamicznie przez 37 lat i jestem przekonany, że to nie jest koniec, i że już wkrótce odrodzimy się. - W kuluarach słychać różne pogłoski. Wiele osób twierdzi, że wyprowadził Pan pieniądze na Cypr, a ogłosił upadłość spółek, by uciec od długów? - Wręcz przeciwnie, to firma cypryjska Itylous chce zainwestować w przywrócenie mojej dawnej firmy do jej wcześniejszej świetności podzielając jej słuszną koncepcję bazującą na rodzinnym holdingu. - W obecnej sytuacji myśli Pan pewnie często o swojej biznesowej przeszłości. Pamięta Pan, jak zarobił swoje pierwsze, poważne pieniądze? - Zarobiłem je po założeniu firmy Elmar w roku 1975. Zająłem się produkcją mebli na niebywałą skalę w tamtym czasie. Był to wspaniały czas prosperity dla mnie i mojej firmy, który trwał przez 15 lat. Elmar w latach 80-tych lokował się w czołówce firm produkujących meble w Polsce. W 1988 roku zająłem się handlem odzieżą z Tajlandii. Od 1993 byłem największym importerem odzieży dżinsowej w Polsce oraz największym eksporterem dżinsu do Rosji. Policzyłem, że w ciągu pięciu lat działalności eksportowej, ubrałem w moje dżinsy około 50 milionów Rosjan. Rok 1992 był początkiem mojego zainteresowania sprzedażą alkoholi - najpierw w detalu, później stopniowo rozwijałem handel hurtowy. - Pierwsza dekada XXI wieku, to okres największego rozwoju Elmaru, ale też początek końca… - To prawda. W latach 2002-2010 klasyfikowano moją hurtownię na drugiej pozycji w kraju. Do nas należało 10 procent całego rynku alkoholi w Polsce. Równolegle do handlu alkoholami, rozwijałem firmę transportową przewożącą towary w Polsce i w całej Europie. W 2008 roku Elmar Transport został sklasyfikowany jako piąta, co do wielkości firma transportowa w kraju. Rozwijałem w Jędrzejowie holding, który działał na terenie całej Europy. Elmar stał się jednym z największych pracodawców w regionie i jedną z najważniejszych lokalnych firm. - Dzisiejszy upadek Elmaru to problem nie tylko Pana, rodziny, pracowników holdingu, ale też wielu instytucji i fundacji, które wspieraliście. - Zawsze starałem się dzielić tym co mam z innymi. Na początku swojej drogi biznesowej małymi kwotami wspierałem konkretne osoby i instytucje społeczne. Później, kiedy firma się rozrosła pomoc charytatywna przybrała rzeczywiście duże rozmiary. Trudno chyba znaleźć lokalną instytucję społeczną, zajmującą się pomocą dla innych ludzi, której moja firma nie wsparłaby finansowo. Mam kolekcję serduszek Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, której przekazałem 350 tysięcy złotych. W ciągu 37 lat mojej działalności w biznesie przekazałem na cele charytatywne kwotę 4 milionów 200 tysięcy złotych. Większość przeznaczyłem na wsparcie lokalnych inicjatyw. - Nie myślał Pan o wyprowadzce z Jędrzejowa? - Tutaj się urodziłem i tutaj pragnę pozostać do końca. Jest to miasto mojej młodości, moich sukcesów i moich porażek. Tu mieszkają ludzie dla mnie ważni, na których zawsze mogę liczyć. Nie zamierzałem nigdy wyprowadzać się z Jędrzejowa. To dobre miejsce na mapie Polski, aby spędzić całe życie w spokoju, z dala od szumu towarzyszącego dużym miastom. Na pewno jestem teraz w bardzo ważnym momencie w mojej karierze - stoję na skrzyżowaniu i decyduję, dokąd iść dalej. Ale z Jędrzejowa nie wyprowadzę się na pewno. Dziękuję za rozmowę Przemysław CHECHELSKI |
O firmie | Transport Międzynarodowy | Galeria | Kontakt | Info | Pomoc




